Budżet (nie)obywatelski? 600 tysięcy złotych z miejskiej kasy dla prywatnego gabinetu wywołuje burzę w Elblągu

Elbląski Budżet Obywatelski z założenia ma służyć integracji mieszkańców, tworzeniu nowych przestrzeni publicznych, placów zabaw czy ścieżek rowerowych. Tymczasem w tegorocznej edycji ponownie prywatny gabinet logopedyczny ubiega się o zawrotną kwotę 600 000 złotych na realizację usług terapeutycznych. Choć pomysł budzi ogromny opór społeczny i sprzeciw organizacji pozarządowych, urzędnicy miejscy właśnie dali mu zielone światło.

 

Powtórka z rozrywki i narastający gniew mieszkańców

To nie pierwszy raz, kiedy ta sama inicjatywa trafia pod głosowanie. Już w poprzednich latach pomysł finansowania prywatnego podmiotu z puli przeznaczonej na projekty społeczne wywołał w Elblągu falę oburzenia. Krytycy wprost pytali, czy Budżet Obywatelski nie staje się wygodnym narzędziem do dotowania komercyjnych działalności.

Lokalni aktywiści i przedstawiciele organizacji społecznych nie kryją rozczarowania, że wniosek w ogóle przeszedł weryfikację formalną.

„Budżet Obywatelski powinien budować tkankę miejską, tworzyć coś trwałego i ogólnodostępnego. Przeznaczenie ponad pół miliona złotych na usługi, które de facto powinny być finansowane w ramach publicznej służby zdrowia lub edukacji, to niebezpieczny precedens” – komentuje jeden z elbląskich działaczy społecznych.

 

Urzędnicy mówią „tak” i punktują rynek

Mimo społecznego sprzeciwu, urzędnicy miejscy zaopiniowali wniosek pozytywnie. W oficjalnym uzasadnieniu magistrat kładzie nacisk na gigantyczną dziurę systemową, jaką są braki w dostępie do państwowej opieki logopedycznej.

Urzędnicy argumentują, że zapotrzebowanie na takie usługi jest ogromne – zarówno wśród dzieci z rodzin wieloproblemowych, jak i osób niepełnosprawnych czy niesamodzielnych, którymi opiekuje się Elbląskie Centrum Usług Społecznych (ECUS).

W swojej opinii urzędnicy wskazują na kluczowy czynnik: czas.

Czas oczekiwania na wizytę u logopedy czy neurologopedy w Elblągu w ramach NFZ jest dramatycznie długi. Szybkie podjęcie terapii (tzw. wczesna interwencja), np. po nagłych zdarzeniach losowych, takich jak udary u dorosłych, decyduje o tym, czy pacjent w ogóle odzyska mowę.

Co ciekawe, magistrat odniósł się także do kwestii finansowych. Zaproponowaną przez prywatny gabinet stawkę – 250 zł za diagnozę oraz za godzinę indywidualnej terapii – uznano za „adekwatną do aktualnych warunków rynkowych”. Urzędnicy wprowadzili jednak korektę formalną, nakazując ujednolicenie czasu trwania diagnozy do pełnych 60 minut, aby zachować spójność z resztą wniosku.

 

Czy to wciąż uczciwa konkurencja?

Najbardziej intrygujący fragment urzędniczej opinii dotyczy jednak próby… ratowania konkurencyjności projektu. W pierwotnym wniosku prywatna firma wskazała konkretne, markowe metody terapeutyczne i technologie, z których zamierza korzystać.

Urzędnicy zauważyli ryzyko i nakazali traktować te nazwy wyłącznie jako „przykładowe”. W uzasadnieniu czytamy: „Wskazywanie w dokumentacji konkretnych metod terapeutycznych, nazw własnych terapii lub technologii mogłoby prowadzić do nieuzasadnionego ograniczenia konkurencyjności oraz zawężenia kręgu potencjalnych wykonawców mogących realizować usługę”.

Magistrat próbuje zatem otworzyć furtkę: jeśli projekt wygra w głosowaniu, miasto będzie musiało rozpisać przetarg na te usługi, a wpisanie unikalnych metod mogłoby promować tylko jednego, konkretnego oferenta (autora wniosku).

 

Systemowa dziura łatana kosztem mieszkańców?

Pozytywna opinia urzędników obnaża smutną prawdę o stanie lokalnej ochrony zdrowia, ale nie ucisza krytyków. Wręcz przeciwnie. Skoro potrzeby są tak palące, dlaczego miasto nie zabezpiecza funduszy na ten cel w swoim regularnym budżecie lub poprzez celowe dotacje dla ECUS, zamiast „wypychać” ten problem do Budżetu Obywatelskiego?

Mieszkańcy Elbląga stają przed trudnym dylematem moralnym i systemowym. Z jednej strony nikt nie kwestionuje, że dzieci i chorzy dorośli potrzebują natychmiastowego wsparcia logopedycznego. Z drugiej – oddanie 600 tysięcy złotych z puli obywatelskiej na zadanie, które zamieni się w serię opłaconych godzin w gabinecie, oznacza, że w mieście nie powstanie wiele innych, trwałych projektów.

Decyzja, jak zawsze, będzie należeć do głosujących elblążan. Pytanie tylko, czy Budżet Obywatelski wciąż jeszcze należy do nich, czy stał się już sposobem na ratowanie niedofinansowanej publicznej służby zdrowia.

Przewijanie do góry