Edmund Szwed. Demokracja na Tik Toku – gdzie prymityw staje się normą i autorytetem?

Polska debata publiczna, zdominowana przez partyjnych polityków i różnej maści „ekspertów”, nie służy dziś rozwiązywaniu problemów, lecz jałowej wzajemnej krytyce. Zamiast rzetelnej rozmowy mamy do czynienia z jarmarkiem emocji, w którym sens, wiedza i odpowiedzialność zostały wyparte przez agresję, prymitywne prowokacje i pogonią za klikalnością.

Im treści są głupsze, bardziej żenujące i brutalne, tym większy zasięg zyskują — kosztem jakości debaty i dobra wspólnego. To świadoma degradacja życia publicznego.

W efekcie część polskiego społeczeństwa nie myśli, lecz reaguje – nerwowo, stadnie i bezrefleksyjnie. Społeczeństwo, które przestaje myśleć, zaczyna klaskać cudzym kłamstwom. Zło nie znika, gdy się je przemilcza — zło rośnie , gdy uznaje się je za polityczną „prawdę”. Na to nie powinno być w polskim społeczeństwie zgody.

Rezygnacja z myślenia nie jest neutralna. Jest wyborem każdego z nas – Polaków. Gdy rozum ustępuje miejsca medialnej narracji, zło przestaje być problemem moralnym, a staje się kwestią sympatii politycznej. To droga nie tylko do donikąd. To droga do katastrofy Polski i Polaków, którą sami sobie fundujemy.

Autorytet w Polsce zdegradowany został do poziomu komentarza pod filmikiem. Głos eksperta, waży dziś tyle samo co krzyk anonimowego użytkownika, a często nawet mniej, bo nie osiąga wystarczająco dużego „zasięgu”. Wiedza przestała być wartością – stała się zbędnym balastem w świecie, w którym liczy się wyłącznie emocjonalny impuls. Zamiast rozumienia, mamy kolekcjonowanie wrażeń, zamiast argumentów – oburzenie lub rechot.

Media społecznościowe nie informują – one infantylizują Polaków. Upraszczają rzeczywistość do czarno-białych haseł, bo dojrzała refleksja źle się sprzedaje. Dorosłych traktuje się jak dzieci, dzieci jak konsumentów, a wszystkich razem, jak surowiec dla algorytmów. Każde nasze kliknięcie, każda emocjonalna reakcja karmi system, który zarabia na chaosie poznawczym i społecznej dezorientacji.

W tej rzeczywistości bezmyślna konsumpcja zastąpiła sens, a popularność – prawdę. Polskie społeczeństwo – karmione prymitywnymi treściami, staje się łatwe do sterowania, podatne na manipulację i niezdolne do prowadzenia poważnej rozmowy o wspólnocie, państwie, czy demokracji. To już nie jest kryzys kultury – to proces systemowej degradacji Polaków.

Największym jednak zagrożeniem, jest nasza zgoda na bycie bezmyślnym tłumem. Demokracja nie upada z dnia na dzień. Ona ulega erozji powoli, zawsze wtedy, gdy zamieniamy myślenie na scrollowanie, a odpowiedzialność na chwilowe emocje.

Refleksje autora na temat polskiej debaty publicznej pozostawiam osądowi samych Polaków. Jednak trwam przy nadziei, że nadejdzie czas, w którym Polacy powiedzą wyraźne „nie”! Zgoda na to, co dziś nazywa się debatą, zostanie odrzucona, jako pusta, szkodliwa i obrażająca inteligencję Polaków.

Bo jak pisał Stanisław Jerzy Lec, „kiedy milczą ludzie rozsądni, krzyczą głupcy”. Zbyt długo już pozwalaliśmy, by krzyk zastępował sens. Ów sprzeciw byłby znakiem dojrzałości: sygnałem, że Polacy nie chcą już uczestniczyć w partyjnych spektaklach, przypominających teatr cieni — głośnych, lecz bez treści i pozbawionych odpowiedzialności.

Wierzę, że nadszedł już czas, w którym Polacy chcą rozmowy merytorycznej, uczciwej i odważnej, a przede wszystkim realnych propozycji rozwiązań problemów Polski i Polaków, zamiast kolejnych aktów politycznej farsy – kto i kogo, kto i komu ?

Edmund Szwed

Przewijanie do góry