Koniec z biletami w Elblągu? Darmowa komunikacja miejska: utopia czy realny krok w przyszłość?

Elbląg

W dobie rosnących kosztów życia, korków paraliżujących miejskie arterie i palącej potrzeby dbania o klimat, coraz więcej polskich miast decyduje się na odważny krok: całkowite zniesienie opłat za komunikację autobusową i tramwajową. Sukcesy takich ośrodków jak Kalisz, Starachowice czy położony tuż za miedzą Malbork pokazują, że bezpłatne przejazdy to nie wyborcza kiełbasa, ale sprawnie działający mechanizm gospodarczy. Czy Elbląg jest gotowy na rewolucję i czy stać nas na to, by przesiąść się do darmowych autobusów i tramwajów?

Zwolennicy tego rozwiązania w Elblągu od lat powtarzają: system darmowych przejazdów to korzyść dla wszystkich. Przeciwnicy ripostują: w przyrodzie nic nie jest za darmo, a za brak biletów zapłacą wszyscy podatnicy. Gdzie leży prawda? Przyjrzyjmy się twardym danym.

Iluzja „wielkich strat” z biletów

Głównym argumentem przeciwko darmowej komunikacji są rzekomo gigantyczne straty, jakie miasto musiałoby pokryć z własnej kieszeni po likwidacji kasowników. W debacie elbląskich radnych i ekspertów kwotę tę oszacowano na około 7–8 milionów złotych rocznie. Tyle dodatkowo budżet Elbląga musiałby wygospodarować, by zbilansować brak wpływów ze sprzedaży biletów przez Zarząd Komunikacji Miejskiej (ZKM).

Czy to dużo? W skali kilkusetmilionowego budżetu miasta – to kwota znaczna, ale nie niemożliwa do udźwignięcia. Co ciekawe, elbląski system transportowy już teraz w ogromnym stopniu funkcjonuje dzięki miejskim dotacjom. Ponad 70 procent pasażerów w Elblągu stanowią osoby podróżujące bezpłatnie (jak seniorzy) lub korzystające z ulg (uczniowie, studenci, emeryci). Za pełną cenę bilet normalny kupuje zaledwie co czwarty pasażer. 

Wprowadzenie darmowych przejazdów nie byłoby więc rewolucją, a raczej logicznym domknięciem obecnego systemu wsparcia.

Lekcja z Polski. Bezpłatna, ale nie dla każdego

Przykłady miast, które wprowadziły bezpłatny transport, pokazują, że kluczem do sukcesu jest odpowiedni mechanizm. Zarówno w Kaliszu, jak i w Starachowicach darmowa jazda nie przysługuje każdemu, lecz wyłącznie posiadaczom lokalnej Karty Mieszkańca.

To genialny w swojej prostocie magnes podatkowy. Aby otrzymać taką kartę, należy rozliczać podatek dochodowy (PIT) w danym mieście. Dla wielu osób mieszkających w Elblągu bez oficjalnego zameldowania lub zgłoszenia, perspektywa darmowych dojazdów do pracy czy szkoły stałaby się potężnym bodźcem do przepisania swoich podatków do elbląskiego urzędu skarbowego. 

Doświadczenia innych samorządów dowodzą, że dodatkowe wpływy z podatku PIT potrafią z nawiązką zrekompensować, a nawet przewyższyć koszty rezygnacji z biletów.

Co więcej, darmowa komunikacja to potężne oszczędności systemowe. Miasto z dnia na dzień mogłoby zlikwidować koszty związane z drukiem biletów, zakupem i niezwykle drogim serwisowaniem biletomatów oraz opłacaniem zewnętrznych firm kontrolerskich.

Klątwa sukcesu, czyli największe ryzyko

Gdzie zatem tkwi haczyk? Paradoksalnie największym zagrożeniem dla projektu nie jest brak pieniędzy na starcie, ale… nagły sukces całego przedsięwzięcia.

Doświadczenia Malborka i Starachowic czarno na białym pokazują, że po zniesieniu opłat liczba pasażerów gwałtownie rośnie – nawet o 40 procent. Mieszkańcy chętnie rezygnują z samochodów na rzecz autobusów, co realnie odciążyłoby takie ulice jak Płk. Dąbka, 12 Lutego czy Grunwaldzką i ułatwiło parkowanie w centrum. Z drugiej strony, darmowy transport przyciąga też pieszych, którzy zamiast krótkiego spaceru wybierają podjechanie dwóch przystanków.

W Elblągu taki „boom pasażerski” natychmiast obnażyłby braki taborowe. Autobusy i tramwaje zaczęłyby pękać w szwach. Aby system nie stał się ofiarą własnego sukcesu, miasto musiałoby zainwestować w nowe, pojemniejsze pojazdy oraz zwiększyć częstotliwość kursów na najbardziej oblężonych liniach. To generuje kolejne koszty (tzw. wozokilometry) oraz wymaga zatrudnienia nowych kierowców, o których na rynku pracy jest dziś niezwykle trudno. Istnieje ryzyko, że bez dodatkowych inwestycji darmowa komunikacja stałaby się rzadsza i mniej komfortowa.

Czas na odważną decyzję?

Obecnie Elbląg testuje darmowe przejazdy jedynie „od święta” – przy okazji Dni Elbląga czy Wszystkich Świętych. To jednak za mało, by zmienić nawyki transportowe mieszkańców.

Czy Elbląg powinien wprowadzić bezpłatną komunikację na stałe? Analiza finansowa i przykłady z innych regionów Polski sugerują, że bilans zysków społecznych, ekologicznych oraz podatkowych przewyższa ryzyka. 

Wymaga to jednak od władz miasta nie tylko odwagi budżetowej, ale przede wszystkim precyzyjnego planu logistycznego. Bezpłatny transport w Elblągu jest możliwy i mógłby stać się wizytówką nowoczesnego, dbającego o mieszkańców miasta. Pytanie brzmi, czy jako lokalna społeczność jesteśmy gotowi zainwestować w tę zmianę.

Przewijanie do góry