Cisza, proszę państwa, to towar w dzisiejszych hałaśliwych czasach nie tylko deficytowy, ale i nader wytworny. Gdy cała Polska przekrzykuje się na wiecach, rwie szaty w telewizyjnych studiach i toczy bezpardonowe boje na forach, na północy kraju, w zacnym Elblągu, odkryto nową formę demokracji: demokrację kameralną. Bez wrzasków, bez potu, a nade wszystko – bez zbędnego udziału ludu.
Rzecz idzie o dzieło niebagatelne, bo o strategię rozwoju Zintegrowanych Inwestycji Terytorialnych Miejskiego Obszaru Funkcjonalnego (ZIT MOF). Siedemdziesiąt bitych stron prozy urzędowej, unijne miliony, diagnoza starzejącego się z pietyzmem społeczeństwa i uciekających metrów kwadratowych. Słowem: przyszłość regionu rozpisana na nuty z unijnego klucza. I oto na wezwanie do współdecydowania o losach ojcowizny stawia się w Ratuszu Staromiejskim tłum tak gęsty, że można by go bez trudu pomieścić w szoferce małolitrażowego auta.
O tym szczególnym wydarzeniu poinformowali obecni na spotkaniu przedstawiciele elbląskich mediów :
info.elblag.pl : https://www.info.elblag.pl/37,86133,Dwie-osoby-na-konsultacjach-Chodzi-o-strategie-rozwoju-Elblaga-i-okolicznych-gmin.html
oraz portElu: https://www.portel.pl/gospodarka/wazne-zmiany-znikome-zainteresowanie/151686
Skład tego historycznego zgromadzenia wzrusza subtelnością formy: pan profesor z Uniwersytetu Warszawskiego, asystent, 2 urzędowych dyrektorów oraz 2 – słownie: dwóch – obywateli miasta. Gdyby dodać do tego kontrabas i przytłumioną trąbkę, mielibyśmy niszowy kwintet jazzowy. Ponieważ jednak grano nie jazz, a „Priorytet 16”, spotkanie przebiegło w nastroju pełnym powagi i dyskretnych spojrzeń urzędników na zegarek, byle tylko dobić do pełnej godziny i móc odtrąbić tryumf procedury.
Głupi by rzekł: frekwencyjna katastrofa. Człowiek roztropny dostrzeże w tym jednak mistrzostwo samorządowej logistyki. Bo i po cóż drażnić majestat władzy niepotrzebnym sporem? Przed laty, jak wieść niesie, zbyt gorliwie poprowadzone konsultacje potrafiły pozbawić odpowiedzialnego dyrektora – Departamentu posady. Dziś elbląski aparat urzędniczy doszedł do formy olimpijskiej – by zorganizować debatę tak i w takim czasie, by nikt na nią nie przyszedł, to wyższa szkoła jazdy, kunszt i poezja w jednym.
Mieszkańcy zresztą wykazali się rzadko spotykanym, dojrzałym rozsądkiem. Zapytani w duchu o wybór między siedzeniem na plastikowym krzesełku a spacerem z czworonogiem, bez wahania w swych komentarzach wybrali psa. Zwierzę przynajmniej cieszy się ze spotkania bez czytania 70-stronicowych operatów, a i skutek spaceru jest z góry znany.
Co do strategii zaś – Elblążanin wie doskonale, że papier zniesie wszystko, zwłaszcza w urzędowej teczce. Ostatni budynek komunalny postawiono tam ponad 15 lat temu, a wskaźnik senioralny nieubłaganie pnie się ku 38 procentom. W tym tempie za dekadę konsultacje będą mogły odbywać się przy partyjce brydża, o ile uda się skompletować czwartego do stolika.
Na deser pozostaje genialny manewr taktyczny: konsultacje przeniesiono do internetu, zakreślając termin do 9 listopada. W mieście, gdzie siwizna dominuje w pejzażu ulicznym, odesłanie obywatela na platformy cyfrowe jest posunięciem z pogranicza geniuszu szachowego. Emeryt w sieć nie wejdzie, trudnych pytań o czynszówki nie zada, a pieczątka o „szerokim dialogu społecznym” powędruje tam, gdzie jej miejsce – prosto do Brukseli.
I tak to się toczy w tej naszej uroczej krainie. Ratusz odhaczył, profesor wygłosił, 2 mieszkańców z godnością wysłuchało, pies został wyprowadzony. Procedura triumfuje, papier szeleści, a rzeczywistość – jak zwykle bezczelna i nieuregulowana żadnym priorytetem – pójdzie swoją własną drogą.
Edmund Szwed

