Służba w strukturach porządkowych potrafi zaskoczyć nawet najbardziej doświadczonych funkcjonariuszy. Choć dyżurni Straży Miejskiej w Elblągu codziennie odbierają dziesiątki zgłoszeń dotyczących nieprawidłowego parkowania, zakłócania porządku czy błąkających się zwierząt, to jedno z ostatnich wezwań z pewnością przejdzie do historii jednostki. Słowa, które padły w słuchawce telefonu alarmowego, wprawiły operatora w osłupienie: na dachu jednego z budynków w mieście jak gdyby nigdy nic spacerował czworonóg.
Od niedowierzania do działania
Kiedy do dyżurnego elbląskiej Straży Miejskiej zadzwonił zaniepokojony mieszkaniec z informacją, że po dachu budynku chodzi pies, w pierwszym momencie po drugiej stronie linii zapanowała chwila konsternacji. Zgłoszenie brzmiało surrealistycznie i początkowo wywołało falę lekkiego niedowierzania. Czy to żart? A może pomyłka zgłaszającego, który pomylił psa z dużym kotem?
Mimo nietypowego charakteru sytuacji, dyżurny zachował pełen profesjonalizm i przyjął zgłoszenie, decydując o natychmiastowym wysłaniu patrolu pod wskazany adres. Procedury bezpieczeństwa oraz dobrostan zwierzęcia były w tym przypadku absolutnym priorytetem.
Widok, który zapiera dech w piersiach
Gdy strażnicy dotarli na miejsce zdarzenia, okazało się, że zgłaszający nie przesadził ani o jedno słowo. Nad ich głowami, na sporej wysokości, rzeczywiście przechadzał się czworonożny uciekiniec. Jak sami funkcjonariusze przyznają, widok psa spacerującego po dachu budynku był dla nich absolutnym debiutem w dotychczasowej karierze zawodowej.
Zwierzę z ciekawością, ale i z pełnym spokojem, obserwowało z wysokości zdezorientowanych przechodniów oraz mundurowych. Na szczęście, dzięki szybkiej reakcji i podjętym działaniom, ta mrożąca krew w żyłach eskapada nie skończyła się tragedią. Historia ta po raz kolejny udowadnia, że elbląskie dachy potrafią skrywać własnych, niezwykle oryginalnych spacerowiczów, a powiedzenie „dzień jak co dzień” w pracy strażnika miejskiego po prostu nie istnieje.

