Strażnicy miejscy w Elblągu pomogli żółwiowi

Małe akwarium, lodowata woda bez filtracji i postępujący brak tlenu – tak wyglądała codzienność żółwia żółtobrzuchego, który stał się ofiarą rażącego zaniedbania. Choć gatunek ten uznawany jest w Polsce za inwazyjny, prawo i empatia mówią jasno: żadne zwierzę nie zasługuje na życie w męczarniach. Wczorajsza interwencja służb potwierdziła najgorsze przypuszczenia.

Wszystko zaczęło się od zgłoszenia, które trafiło do służb wczorajszego ranka. Informacja była niepokojąca: w jednym z mieszkań od dłuższego czasu miało dochodzić do znęcania się nad gadem. Na miejsce natychmiast wysłano patrol, by zweryfikować stan zwierzęcia.

Akwarium jak więzienie

Widok, który zastali funkcjonariusze, nie pozostawiał złudzeń. Żółw był przetrzymywany w drastycznych warunkach, które w krótkim czasie doprowadziłyby do jego śmierci.

Brak ogrzewania. Żółwie to zwierzęta zmiennocieplne – bez odpowiedniej temperatury ich metabolizm zwalnia, a układ odpornościowy przestaje działać.

Brak filtracji i tlenu. Woda w zbiorniku była brudna i pozbawiona napowietrzania, co dla zwierzęcia wodno-lądowego jest prostą drogą do bolesnych chorób skóry i układu oddechowego.

Zbyt mała przestrzeń. Gad nie miał możliwości swobodnego poruszania się, co stanowiło dla niego ogromny stres.

„Inwazyjny” nie oznacza „pozbawiony praw”

Uratowany osobnik to żółw żółtobrzuchy. W Polsce gatunek ten znajduje się na liście Inwazyjnych Gatunków Obcych (IGO). Fakt ten często bywa błędnie interpretowany przez opiekunów.

Inwazyjność nie oznacza, że zwierzę można traktować jak przedmiot. To żywa istota, która czuje ból i strach. Takie warunki to nic innego jak powolne zadawanie cierpienia – komentują funkcjonariusze biorący udział w akcji.

Pułapka prawna i brak odpowiedzialności

Wiele osób decyduje się na żółwia pod wpływem impulsu, nie zdając sobie sprawy z rygorystycznych przepisów dotyczących tego gatunku. Aby legalnie posiadać żółwia żółtobrzuchego, należy spełnić szereg formalności. Wwiezienie do Polski wymaga zgody Generalnego Dyrektora Ochrony Środowiska (GDOŚ). Przetrzymywanie, hodowla, sprzedaż czy rozmnażanie wymagają zezwolenia Regionalnego Dyrektora Ochrony Środowiska (RDOŚ).

Brak takich dokumentów oraz skandaliczne warunki bytowe mogą skutkować nie tylko odebraniem zwierzęcia, ale i surowymi konsekwencjami prawnymi.

Zwierzęta w domowych hodowlach są w stu procentach zależne od decyzji człowieka. Służby apelują o rozwagę i zgłaszanie każdego przypadku, w którym dobrostan zwierząt jest zagrożony. Pamiętajmy: bycie odpowiedzialnym opiekunem to nie tylko karmienie, to zapewnienie godnych warunków do życia – bez względu na gatunek.

Przewijanie do góry