Spotkanie z władz Miasta z mieszkańcami w sprawie inwestycji przy Legionów i Częstochowskiej, przybrało formę „masażu głowy” – specyficznej, elbląskiej techniki administracyjnej, mającej na celu uśpienie czujności sąsiadów tej inwestycji.
Kluczowym elementem tej gry stało się sformułowanie o działaniu „troszkę poza procedurą”. W państwie prawa, to semantyczny potworek i oczywisty oksymoron.
Administracja, albo działa zgodnie z prawem, albo poza nim. Tutaj owa „pozaproceduralność” posłużyła, jako wygodna zasłona dymna dla braku konkretnych rozwiązań.
Wiceprezydent – Katarzyna Wiśniewska,występując w roli„mistrzyni ceremonii”, serwowała zgromadzonym kojące zaklęcia o potrzebie dialogu i wzajemnego słuchania. To klasyczne „urabianie” suwerena: budowanie ułudy współdecydowania przy jednoczesnym unikaniu jakichkolwiek wiążących deklaracji.
Podczas, gdy mieszkańcy karmili się nadzieją na porozumienie, scenografia spotkania służyła jedynie oswojeniu ich z faktem, że decyzje zapadają gdzie indziej, a gdy dialog, jest tylko fasadą dla gotowych już planów – pojawia się Prometeusz z Elbląga!
Kiedy słońce staje się towarem luksusowym, w centrum tej tragifarsy wyrasta postać pana Grzegorza – mieszkańca sąsiednich budynków i, co dodaje sprawie pikanterii, byłego prezydenta miasta. To swoisty „Szekspirowski bohater”, który z goryczą, ale i niezwykłą godnością, przyjmuje rolę rzecznika interesów ludu.
Jako człowiek znający mechanizmy władzy od środka, nie łudzi się co do intencji magistratu, a mimo to staje do walki o „ostatni foton światła dziennego”. Jego postawa to dramatyczny manifest mieszkańca, który walczy już nie o luksusy, a o elementarny standard biologiczny w cieniu betonu.
Dla pana Grzegorza słońce przestało być oczywistością, a stało się towarem, który deweloper” zamierza wyciąć z jego mieszkania. W jego monologu wybrzmiewa tragizm człowieka, który wie, że bitwa o komfort jest już przegrana, ale wciąż w skrytości swego umysłu – wierzy.
„Mamy świadomość, że zabudowa tej działki nasz komfort życia pogorszy. I my się musimy z tym liczyć. Natomiast nie możemy odpuścić podstawowych życiowych standardów, takich jak dostęp do naturalnego słońca, światła słonecznego, tak, światła dziennego”.
Nad brzegami Elbląg, toczy się gra o znacznie wyższą stawkę niż tylko estetyka elewacji. To walka o infrastrukturę przetrwania, gdzie realne zagrożenia dla retencji i środowiska zderzają się z siłą, którą nazywa się „duchem świętym zysku”.
Mieszkańcy stawiają dramatyczną alternatywę: czy nowe szlaki komunikacyjne i betonowe fundamenty ich „zabiją, czy wzmocnią”?
Podczas gdy sąsiedzi drżą o bezpieczeństwo swoich domów, w zaciszu gabinetów słychać jedynie „ciche pieczątki” i szelest dokumentów, które systematycznie przybliżają inwestycję do realizacji, ignorując ekologiczny rachunek sumienia.
Podsumowanie: Ucieczka przed pytaniami dziennikarzy
Najbardziej wymownym momentem spektaklu okazał się jego finał, stanowiący „popisowy numer” wiceprezydent Katarzyny Wiśniewskiej.
Po otwierającej, pełnej empatii przemowie o wartości rozmowy, nastąpiła bezwzględna ucieczka przed mediami. Odmowa odpowiedzi na pytania dziennikarzy, to jedyny w pełni szczery komunikat tej władzy: kurtyna zapadła, aktorzy zeszli ze sceny, a publiczność ma pozostać w stanie permanentnego chaosu. Ta cisza po spektaklu, jest głośniejsza niż jakiekolwiek urzędowe zapewnienia.
Na koniec spotkania, niestety oklasków brak, a „nowo budowane osiedle” rodzi, po raz kolejny gorzką refleksję nad kondycją elbląskiej samorządności. Interes dewelopera i jego zysk, stają się niepodważalnym dogmatem, wobec którego prawo mieszkańca do światła i bezpieczeństwa jest traktowane jako zbędny sentyment.
Edmund Szwed

