Sponsoring ciszy, czyli elbląska symfonia wykwintnego milczenia

Gdyby nie wirtualny zgiełk profilu „Elbląg Bez Cenzury”, który natrętnie stuka w okna magistratu i psuje nastrój decydentom, lokalna sielanka w magistracie byłaby idealna.

Odsłuchaj „Elbląg Bez Cenzury”: https://www.facebook.com/reel/1083683644442747

Skąd jednak wziął się ten wykwintny spokój? Zacznijmy od początku:

Podręczniki dziennikarstwa lubią karmić studentów bajką o „psie gończym demokracji”, który bezlitośnie szarpie za nogawkę każdego urzędnika przyłapanego na fuszerce.

W Elblągu machnięto na to ręką. Zamiast biegać w deszczu, szczekać na magistrat i ryzykować katar, lokalna branża medialna postawiła na ewolucję w stronę puszystego, salonowego baranka. Odkryto bowiem produkt genialny w swej prostocie: hermetycznie zapakowaną, certyfikowaną ciszę.

Mechanizm tej sielanki to szczytowe osiągnięcie komunalnej inżynierii dźwięku. Gdy w Zarządzie Budynków Komunalnych tynk sypie się na głowę, EPEC z uśmiechem koryguje w górę cennik za chłodne kaloryfery, a miejskie spółki łapią zadyszkę, do gry wchodzi niezawodna „pianka wygłuszająca”.

Wystarczy zgrabna faktura na „promocję wizerunku”, paczka banerów o potędze lokalnych inwestycji i kwadrans transmisji z uroczystego przecięcia wstęgi na nowym kawałku asfaltu.

Działa to cuda. Dociekliwe pytania ulatują w niebyt z powodu nagłego „braku miejsca w ramówce”, a klawiatury w redakcjach przełączają się w tryb autopilot. Po co męczyć palce autorskim tekstem, skoro urzędowy komunikat prasowy z ratusza wkleja się dwoma ruchami: Ctrl+C, Ctrl+V i gotowe! Czysto, bezdotykowo, bez zbędnych wątpliwości.

W tym wybornym spektaklu główną rolę powierzono elbląskiemu podatnikowi. Geniusz polega na tym, że występuje on tu w roli podwójnej: jest sponsorem generalnym i jedynym widzem.

Najpierw grzecznie płaci za ogrzewanie, potem dokłada z podatków do kampanii wizerunkowej spółki, która to ciepło raczyła odciąć, a wieczorem – siedząc w polarze pod kocem – odpala lokalny portal i z zachwytem czyta, jak dynamicznie rozwija się jego własny rewir. Rachunek się zgadza, propaganda lśni, odbiorca sam sfinansował sobie dobranockę.

Trzeba jednak oddać hołd lokalnym mistrzom PR-u: stworzyli mecenat doskonały, w którym najlepiej wycenianą audycją okazała się ta, która nigdy nie ujrzała światła dziennego. Przelewy idą terminowo, w eterze szumi relaksująca muzyka tła, a do pełnego obrazu brakuje właściwie tylko jednego detalu. Prawdy.

Edmund Szwed

Przewijanie do góry