Kiedy Damian Gajewski i Paweł Piwowarski chodzili do jednej klasy w I Liceum Ogólnokształcącym w Elblągu, trudno było przypuszczać, że po latach wspólnie zajmą się budowaniem jednej z najbardziej nietypowych gałęzi produkcji rolnej w Polsce. Jeden został biologiem, drugi wybrał rachunkowość i finanse przedsiębiorstw. Po latach biologia i ekonomia spotkały się przy hodowli ślimaków.
Dziś Polish Snail Holding kojarzony jest z profesjonalną helikulturą, projektowaniem i uruchamianiem ferm, szkoleniami hodowców, handlem, eksportem i przetwórstwem. Firma ma za sobą ponad 20 lat działalności oraz doświadczenia związane z tysiącami gospodarstw w Polsce i poza jej granicami.
Początki były jednak znacznie skromniejsze.
Nie było holdingu, grup hodowlanych ani gotowego modelu produkcji. Była własna ferma, kilka sezonów praktycznej nauki i przekonanie, że z działalności postrzeganej wówczas w Polsce przede wszystkim jako hobby można stworzyć prawdziwy biznes.
Dwóch kolegów z jednej klasy
Historia Polish Snail Holding ma bardzo lokalny początek.
Damian Gajewski i Paweł Piwowarski znają się jeszcze z czasów szkolnych. Chodzili do jednej klasy w I LO w Elblągu. Później wybrali odmienne kierunki kształcenia.
Paweł Piwowarski został biologiem. Damian Gajewski ukończył rachunkowość i finanse przedsiębiorstw, zdobywając wykształcenie ekonomiczne.
Na pierwszy rzut oka trudno znaleźć bezpośredni związek pomiędzy tymi dwoma specjalizacjami. W produkcji zwierzęcej okazały się jednak wyjątkowo dobrze uzupełniać.
Biologia odpowiada na pytania dotyczące organizmu, rozmnażania, wzrostu, żywienia i warunków środowiskowych. Ekonomia każe natomiast pytać o koszty, organizację pracy, skalę produkcji, wydajność, logistykę i sprzedaż.
W przyszłości właśnie te dwa spojrzenia miały regularnie spotykać się w działalności firmy.
Bo profesjonalna hodowla ślimaków musi funkcjonować jednocześnie biologicznie i ekonomicznie. Sam fakt, że zwierzęta rosną, nie oznacza jeszcze, że powstał dobry model biznesowy. Z kolei najlepiej przygotowany arkusz kalkulacyjny przestaje mieć znaczenie, jeżeli jego założenia rozmijają się z biologią zwierzęcia i rzeczywistymi warunkami produkcji.
Kiedy hodowla ślimaków była bardziej hobby niż branżą
Dzisiaj człowiek zainteresowany hodowlą ślimaków może w kilka minut znaleźć w internecie filmy, poradniki, oferty materiału hodowlanego, szkolenia, wyposażenie ferm czy informacje o żywieniu.
Ponad 20 lat temu sytuacja wyglądała zupełnie inaczej.
W Polsce ślimaki hodowało zaledwie kilka osób. Trudno było jeszcze mówić o profesjonalnej branży. Działalność miała w dużej mierze charakter hobbystyczny i eksperymentalny.
Nie było rozwiniętego zaplecza technologicznego, dzisiejszego systemu szkoleń ani szeroko dostępnej wiedzy praktycznej.
Dzisiaj problemem początkującego hodowcy bywa nadmiar informacji. Wtedy problemem był niemal całkowity ich brak.
Wiele rozwiązań należało sprawdzać samodzielnie. Obserwowano gospodarstwa zagraniczne, szukano informacji, testowano różne metody i sprawdzano, które z nich mają zastosowanie w polskich warunkach.
Gajewski i Piwowarski zaczynali podobnie jak inni ówcześni pasjonaci tej działalności.
Od własnej fermy.
Zanim zaczęli uczyć innych, sami hodowali ślimaki
To ważny element historii późniejszego Polish Snail Holding.
Przyszli założyciele firmy nie zaczynali od sprzedaży reproduktorów ani od organizowania szkoleń dla innych.
Najpierw sami przez kilka sezonów prowadzili własną hodowlę.
Przechodzili kolejne etapy produkcji: reprodukcję, wylęg, odchów młodych ślimaków, przygotowanie parków hodowlanych, prowadzenie produkcji w sezonie, żywienie, nawadnianie, zbiory i przygotowanie ślimaka do sprzedaży.
Była to praktyczna nauka, której nie można było zastąpić instrukcją.
Każdy sezon przynosił nowe doświadczenia. Pogoda potrafiła zmienić wcześniejsze założenia, nie każde rozwiązanie sprawdzało się tak, jak oczekiwano, a produkcja biologiczna szybko uczyła, że teoria i rzeczywistość nie zawsze idą dokładnie tą samą drogą.
Z czasem pojawiło się jednak znacznie ważniejsze pytanie.
Nie: jak wyhodować więcej ślimaków na własnej fermie?
Ale:
czy można zbudować z tego profesjonalny, powtarzalny i skalowalny biznes?
„Chcieliśmy zrobić z tego prawdziwy biznes”
Rynki Europy Zachodniej pokazywały, że ślimak nie musi być jedynie ciekawostką.
We Francji, Hiszpanii, Włoszech i innych krajach istniała konsumpcja, gastronomia, przetwórstwo i handel. Produkt miał więc realny rynek.
Samo przeniesienie zachodnich metod do Polski nie było jednak rozwiązaniem.
Inny klimat, gleby, organizacja gospodarstw, koszty pracy czy możliwości infrastrukturalne oznaczały, że technologię trzeba było dostosować do lokalnych warunków.
– Chcieliśmy zrobić z tej hobbystycznej działalności prawdziwy biznes. Wiedzieliśmy, że na Zachodzie taki rynek funkcjonuje, ale chcieliśmy stworzyć rozwiązania, które będą działały w naszych warunkach i które będzie można dalej rozwijać – wspomina Damian Gajewski.
To był moment, w którym własna ferma przestała być celem samym w sobie.
Pojawiła się koncepcja stworzenia modelu, który będzie można zastosować również u innych producentów.
Zamiast budować największą fermę, zaczęli budować grupy hodowlane
To właśnie ten etap w dużej mierze zdecydował o późniejszym kierunku rozwoju firmy.
Gajewski i Piwowarski mogli koncentrować się na powiększaniu własnej produkcji. Zamiast tego zaczęli tworzyć grupy hodowlane i uruchamiać kolejne gospodarstwa.
Zmieniło to wszystko.
Jedna ferma daje doświadczenie jednego miejsca. Tej samej gleby, podobnych warunków pogodowych, tej samej infrastruktury i jednego sposobu organizacji pracy.
Kiedy ferm jest kilkanaście, kilkadziesiąt, a później setki, obraz staje się zupełnie inny.
Pojawiają się różne gleby, inne mikroklimaty, odmienne warunki wodne, różna skala produkcji i różne sposoby wykonywania tych samych czynności przez hodowców.
Co najważniejsze – pojawiają się również różne problemy.
I właśnie problemy często dostarczają najwięcej wiedzy.
Pierwsza ferma nauczyła hodować ślimaki. Kolejne uczyły rozumieć technologię
Na jednym gospodarstwie określone rozwiązanie mogło funkcjonować znakomicie. W innym podobny schemat wymagał już modyfikacji.
Na jednej działce gleba dobrze utrzymywała wilgotność. Na drugiej zachowywała się zupełnie inaczej. Jeden hodowca bardzo dokładnie realizował zalecenia, inny popełniał błąd, którego wcześniej nikt nie przewidział.
Każda kolejna ferma była więc kolejnym doświadczeniem.
Pierwsza własna hodowla nauczyła Gajewskiego i Piwowarskiego produkować ślimaki. Kolejne gospodarstwa zaczęły uczyć ich, dlaczego dana technologia działa, kiedy może przestać działać i co należy wtedy zmienić.
To jest zasadnicza różnica pomiędzy doświadczeniem jednej fermy a doświadczeniem wynikającym z obserwowania tego samego procesu w bardzo wielu miejscach.
Z czasem coraz większą rolę zaczęły odgrywać również audyty gospodarstw, na których występowały problemy. Trzeba było znaleźć przyczynę nieprawidłowego wzrostu, błędów w organizacji produkcji czy niewłaściwego przygotowania infrastruktury.
Technologia przestawała być więc zestawem prostych instrukcji.
Stawała się systemem rozwijanym na podstawie powtarzających się obserwacji.
Z hodowli powstawało przedsiębiorstwo
Rozwój grup hodowlanych wymuszał rozwój całego zaplecza.
Jeżeli ktoś miał rozpocząć produkcję, potrzebował nie tylko ślimaków.
Trzeba było przygotować go do prowadzenia fermy, zaprojektować gospodarstwo, zaplanować infrastrukturę, nauczyć reprodukcji, prowadzenia parków hodowlanych, żywienia i organizacji sezonu.
Potrzebny był materiał hodowlany, odpowiednie żywienie i rozwiązania techniczne.
A kiedy ślimak został już wyprodukowany – potrzebny był rynek.
W naturalny sposób pojawiały się więc kolejne obszary działalności.
Szkolenia.
Projektowanie ferm.
Materiał hodowlany.
Żywienie.
Handel.
Eksport.
Przetwórstwo.
Z przedsięwzięcia prowadzonego początkowo przez dwóch hodowców stopniowo powstawała organizacja obejmująca coraz większą część całego łańcucha produkcji.
Tak powstał Polish Snail Holding
Wraz ze wzrostem skali powstała spółka Polish Snail Holding.
Słowo „Holding” nie zostało przy tym wybrane wyłącznie po to, aby nazwa firmy brzmiała poważniej.
W tamtym okresie rozwijająca się struktura rzeczywiście obejmowała kilka powiązanych podmiotów i różne obszary działalności związane z produkcją, handlem i przetwórstwem.
Z biegiem lat struktura organizacyjna firmy ewoluowała, ale marka pozostała.
Podobnie jak jej związki z Elblągiem.
To właśnie tutaj rozpoczęła się historia przedsięwzięcia, które później zaczęło działać daleko poza granicami regionu i kraju.
Od Elbląga po Afrykę, Kaukaz i Azję
Kolejnym etapem było wyjście poza Polskę.
Wraz ze zdobywanym doświadczeniem PSH zaczęło uczestniczyć w projektach prowadzonych w innych krajach i zupełnie innych warunkach klimatycznych.
Jednym z najbardziej odległych przedsięwzięć było projektowanie i uruchamianie fermy oraz zaplecza przetwórczego w Republice Południowej Afryki.
Firma angażowała się również w projekty i audyty hodowlane w Gruzji, gdzie trzeba było analizować funkcjonujące już gospodarstwa i dostosowywać rozwiązania technologiczne do lokalnych warunków.
Pojawiły się także kontakty w Azji. Przedstawiciele firmy uczestniczyli między innymi w działaniach gospodarczych w chińskim Hefei, gdzie nawiązywano kontakty również ze środowiskiem akademickim i instytucjami związanymi z rolnictwem.
Dla firmy, która zaczynała od własnej fermy w okolicach Elbląga, był to kolejny ważny etap.
Technologii nie sprawdzano już wyłącznie na różnych glebach w Polsce.
Trzeba było zastanawiać się, jak zachowa się w zupełnie innych strefach klimatycznych i przy odmiennej organizacji gospodarstw.
To również zmieniało sposób myślenia.
Nie chodziło już o kopiowanie jednego projektu fermy.
Chodziło o zrozumienie procesu na tyle dobrze, aby potrafić dostosować go do miejsca, w którym ma funkcjonować.
Ponad 20 lat i tysiące różnych gospodarstw
Dzisiaj skala działalności jest nieporównywalna z początkiem przedsięwzięcia.
Według Polish Snail Holding firma uczestniczyła w swojej historii w projektowaniu, uruchamianiu lub wdrażaniu technologii na ponad 2 tys. ferm, a łączna liczba takich gospodarstw zbliżyła się do 2,5 tys. w Polsce i poza jej granicami.
Nie jest to oczywiście liczba gospodarstw, które nieprzerwanie przez ponad dwie dekady pozostają aktywne.
W rolnictwie przedsiębiorstwa powstają, rozwijają się, zmieniają profil albo kończą działalność.
Znaczenie tej liczby jest inne.
To tysiące różnych przypadków produkcyjnych.
Tysiące decyzji.
Różne gleby, pogoda, infrastruktura, ludzie i problemy.
Dlatego dzisiejsza wiedza firmy nie wynika już wyłącznie z tego, co jej założyciele zobaczyli na własnej fermie ponad 20 lat temu.
Powstała z doświadczeń gromadzonych przez kolejne sezony na bardzo dużej liczbie gospodarstw.
Biolog i ekonomista – ten podział nadal ma znaczenie
Po ponad dwóch dekadach ciekawie wygląda również powrót do początku całej historii.
Do biologa i ekonomisty z jednej klasy elbląskiego liceum.
Bo ten pozornie przypadkowy podział kompetencji nadal dobrze opisuje sposób myślenia o produkcji.
Można stworzyć doskonałe warunki biologiczne, ale jeżeli koszt ich uzyskania sprawia, że produkt przestaje być konkurencyjny, trudno mówić o dobrze zaprojektowanym biznesie.
Można również stworzyć znakomity model finansowy, który na papierze pokazuje wysoką rentowność. Jeżeli jednak zakłada tempo wzrostu lub wynik produkcyjny oderwany od biologii zwierzęcia, rzeczywistość szybko go zweryfikuje.
Profesjonalna hodowla wymaga połączenia obu światów.
Biologia określa, co jest możliwe. Ekonomia odpowiada, czy można z tego zbudować działające przedsiębiorstwo.
Ta zasada, choć nigdy nie została wymyślona jako marketingowe hasło, towarzyszy PSH od początku działalności.
Z hobby powstała branża
Przez ponad 20 lat zmienił się nie tylko Polish Snail Holding.
Zmieniła się cała polska helikultura.
Z działalności prowadzonej przez niewielką grupę pasjonatów powstał wyspecjalizowany segment produkcji rolnej.
Pojawiły się profesjonalne fermy, technologie, specjalistyczne żywienie, infrastruktura, szkolenia, handel, eksport i przetwórstwo.
Polscy producenci stali się częścią europejskiego rynku.
Co ciekawe, wraz z rozwojem branży zmienił się również problem początkujących hodowców.
Ponad 20 lat temu niemal nie było informacji.
Dzisiaj jest ich tak dużo, że wyzwaniem staje się odróżnienie wiedzy wynikającej z wieloletniej praktyki od treści powtarzanych w internecie.
Dla Gajewskiego i Piwowarskiego cały ten rozwój ma jeszcze inny wymiar.
Obserwowali go od momentu, kiedy sami byli początkującymi hodowcami.
Od własnej fermy przeszli do pierwszych grup producentów.
Od grup hodowlanych do przedsiębiorstwa.
Od Elbląga do projektów realizowanych w innych częściach Europy, Afryce i Azji.
A wszystko zaczęło się od dwóch kolegów z jednej klasy I LO, którzy uznali, że działalność traktowaną wówczas jako hobby można spróbować zamienić w prawdziwy biznes.
Biolog miał pomóc zrozumieć ślimaka. Ekonomista – zbudować wokół niego przedsiębiorstwo. Ponad 20 lat później ta kombinacja nadal dobrze tłumaczy, skąd wziął się Polish Snail Holding.

