Z boku wygląda to pięknie: niemal każdy z nas potrafi czytać, a w kieszeni nosi urządzenie, które ma odpowiedzi na wszystkie pytania świata. Mamy dostęp do wiedzy, o jakim nasi dziadkowie nie śmieli marzyć. Wystarczy stuknąć palcem w szybkę.
Problem w tym, że choć litery składać umiemy, to coraz gorzej idzie nam rozumienie tego, co z nich wynika. Zatracamy zdolność poznawczą.
Statystyki są bezlitosne: około 40% Polaków ma problem z czytaniem ze zrozumieniem. Przeczytamy nagłówek, ogarniemy krótki post na tablicy, odczytamy SMS-a ze sklepu. Kiedy jednak trzeba powiązać ze sobą 3 różne fakty, wyciągnąć wniosek i dostrzec związek przyczynowo-skutkowy – w głowie pojawia się ściana. Przestaliśmy łączyć kropki. Dookoła latają miliony pojedynczych informacji, a my stoimy pośrodku i za nic nie potrafimy złożyć ich w sensowny obrazek.
Jak do tego doszło? Sprawa jest prostsza, niż się wydaje.
Nasz mózg biologicznie wcale nie różni się od mózgu człowieka sprzed 50 czy 100 lat. Kiedy Jan Gutenberg wynalazł druk, świat potrzebował około 300 lat, żeby zbudować szkoły, biblioteki i nauczyć ludzi cierpliwego siedzenia nad tekstem.
A co zrobiliśmy z internetem? Wpadł do naszych domów 30 lat temu, a media społecznościowe porwały naszą uwagę w zaledwie kilkanaście lat. Zostaliśmy wrzuceni na głęboką wodę w sztormie, nie potrafiąc nawet pływać.
Kiedyś informacje sprawdzały konkretne instytucje: uniwersytety, redakcje, szkoły, mądrzy nauczyciele. Dziś te sita wyrzuciliśmy do kosza. O tym, co widzimy, decyduje bezduszny algorytm wielkich platform.
Dzisiaj liczy się tylko to, co wywoła emocje: złość, strach, podniecenie.
Doszło do tego, że mylimy równość praw z równością wiedzy. Wielu uważa, że „moja opinia jest tak samo dobra jak twoje fakty”. Profesor z 30-letnim stażem badawczym przegrywa w przedbiegach z 15-sekundowym filmikiem z TikToka, na którym ktoś „bez twarzy” wrzuca chwytliwą, absurdalną sensację.
Prawdziwa wiedza wymaga wysiłku, a skomplikowany świat przeraża. Kiedy więc tracimy grunt pod nogami, łatwiej uwierzyć w prostą bajeczkę z internetu niż przyznać, że czegoś nie rozumiemy.
W ten sposób daliśmy się podzielić na 2 nowe grupy:
- Garstkę spryciarzy – inżynierów i korporacje z Doliny Krzemowej, którzy te mechanizmy wymyślili i zarabiają na nich miliardy.
- Cyfrowych wyrobników – czyli nas wszystkich, którzy za darmo oddajemy swój czas, spokój i nerwy, bezmyślnie przewijając kolejne ekrany.
Nasz mózg z natury woli odpoczywać niż ciężko pracować. Twórcy aplikacji doskonale to wiedzą, dlatego zamienili wiedzę w śmieciowe jedzenie. Szybki mem, krzykliwa rolka, mały strzał dopaminy i machamy palcem dalej.
Myślący, dociekliwy człowiek to dla nich zły klient, bo zamiast bezmyślnie klikać, może się zatrzymać i zacząć zastanawiać.
Czy to znaczy, że jesteśmy skazani na całkowite ogłupienie? Wcale nie.
Dziś musimy jedynie wykształcić w sobie podobne „cyfrowe przeciwciała”. Nie uratuje nas nowa aplikacja ani lepszy telefon.
Prawdziwe przebudzenie przyjdzie wraz z bólem, gdy skutki naszej łatwowierności uderzą w fundamenty codziennego bytu: zdrowie, dorobek życia i spokój. Jeśli jednak nie przejrzy na oczy naród, który bezrefleksyjnie daje sobą manipulować partyjnym elitom, zapłacimy cenę najwyższą – utratę własnego państwa.
Ratunek nie przyjdzie z Kalifornii. Zaczyna się w naszych sercach i własnym domu, przy rodzinnym stole. Wystarczy odłożyć telefon do drugiego pokoju, wziąć do ręki porządną, grubszą książkę i dać sobie czas na to, by po prostu pomyśleć.
Stanisław Lem przestrzegał przed wtórnym analfabetyzmem i zjawiskiem, które określał mianem „powrotu do pisma obrazkowego” (piktogramów, komiksów czy ikonografii ekranowej), widząc w tym bezpośredni symptom degradacji kultury i upadku myślenia pojęciowego.
Lem poruszał ten motyw wielokrotnie w swoich esejach, publicystyce z lat 90 i rozmowach min. „Tako rzecze… Lem” czy „Świat na krawędzi”).
Jedna z jego najbardziej znanych i dosadnych wypowiedzi na ten temat brzmi:
„Cywilizacja nasza zacznie upadać, gdy pismo zastąpi obrazek. Wtedy wrócimy do epoki jaskiniowej, tyle że z komputerami.”
Zastanów się, kiedy ostatnio siedziałeś przez 20 minut w absolutnej ciszy, bez zerkania co chwilę na świecący ekran, pozwalając własnym myślom płynąć spokojnie od początku do końca? Spróbuj dzisiaj. To najlepszy bunt przeciwko ogłupieniu, na jaki nas stać.
Edmund Szwed

