Elbląskie – Rodzinne Ogrody Działkowe na celowniku! Czy pato-deweloperka, chce zabrać emerytom zielone płuca miasta?

Na Dzień Dziecka – na łamach lokalnego portEl.pl ukazał się list naszpikowany bezczelną, deweloperską propagandą, podpisany rzekomo przez „pana Pawła”.

Autor, z precyzją bezwzględnego księgowego, wylicza atrakcyjne grunty wzdłuż ulic Kościuszki, Królewieckiej, Saperów, Sadowej, Łęczyckiej, czy Okrężnej. Co łączy te miejsca? To zielone płuca Elbląga – Rodzinne Ogrody Działkowe (ROD). Dla autora, to jedynie „ogromne, uzbrojone obszary wyłączone z rozwoju mieszkaniowego”. Bezczelność tej retoryki wywołała lawinę oburzenia elblążan. I słusznie!

Czytając wywody owego tajemniczego korespondenta, trudno oprzeć się wrażeniu, że mamy do czynienia z ordynarnym lobbingiem ubranym w szatki troski o urbanistyczny ład. „Pan Paweł”, bez mrugnięcia okiem, nazywa oazy zieleni „prywatnymi składowiskami o niskim standardzie”, które należy bezwzględnie zabetonować pod kolejne zyski deweloperskich spółek. Jak trafnie zauważył jeden z komentujących:

Tekst pisany chyba przez jakiegoś pato-dewelopera. Jasne, najlepiej wywalić emerytów z ich działek, na których uprawiają sobie warzywka od dziesięcioleci, i wybudować tam betonowe osiedla!”

To nie jest troska o miasto – to bezwzględny atak na najsłabszych mieszkańców Elbląga.

Mit „nieużytków” kontra twarda rzeczywistość

Narracja, jakoby ogrody działkowe były zniszczonymi, zamkniętymi pustyniami, to ordynarne kłamstwo. Każdy, kto choć raz przeszedł się w pobliżu elbląskich ogrodów przy Królewieckiej czy Saperów, wie, jak wygląda prawda. Większość tych parceli to urokliwe, niezwykle zadbane zakątki, w które ludzie włożyli serce i całe lata ciężkiej, fizycznej pracy. Jeden z elbląskich działkowców natychmiast obalił te rewelacje:

Pan, który to pisał, chyba nigdy nie był na działkach. Ja takową posiadam i wszystkie działki obok mojej są bardzo zadbane”.

Co więcej, elblążanie doskonale rozumieją, że wartość ROD wykracza daleko poza kwestie czysto estetyczne czy możliwość uprawy własnych pomidorów. Nawet osoby, które same nie posiadają prawa do działki, stają murem za ich utrzymaniem. Dlaczego? Ponieważ rozumieją elementarne zasady ekologii i współżycia w miejskiej społeczności. Jak napisał inny oburzony internauta:

Na początek – nie mam działki. I widzę, że deweloperzy aż się trzęsą, żeby przejąć ogrody działkowe. Zgoda, wiele działek jest zaniedbanych, ale wolę te zaniedbane działki niż wszechobecny asfalt, beton i polbruk. One produkują tlen i utrzymują wodę w glebie!”

W dobie kryzysu klimatycznego, permanentnych susz hydrologicznych i miejskich wysp ciepła, postulat likwidacji wielohektarowych terenów biologicznie czynnych na rzecz betonu jest po prostu zbrodnią na ekosystemie miasta.

Zanzibar kontra elbląska rzeczywistość, czyli aspekt społeczny

„Pan Paweł” w swoim tekście protekcjonalnie i z wyższością ocenia standard wypoczynku na działkach. To jawna pogarda dla mniej zamożnych współobywateli, emerytów oraz młodych rodzin z dziećmi, gnieżdżących się w ciasnych blokach w centrum miasta. Nie każdego elblążanina stać na luksusowe kurorty, o czym dobitnie przypominają komentujący:

Te działki w wielu przypadkach, są jedynym miejscem, gdzie mogą cieszyć się kontaktem z naturą ludzie, których nie stać na Zanzibar i Seszele”.

Dla tysięcy mieszkańców Elbląga ROD, to jedyna szansa na ucieczkę od zgiełku, na zaczerpnięcie świeżego powietrza i na to, by ich dzieci lub wnuki mogły bezpiecznie pobiegać po trawie.

Propozycja lobby deweloperskiego jest potworna w swojej prostocie: wywłaszczyć seniorów, zabrać im dorobek życia i zaoferować w zamian „ochłap” w postaci działki na peryferiach, na przykład kilkanaście kilometrów za Dębicą.

Niech tłuką się tam godzinę autobusem. Bo po co starsza osoba ma sobie pieszo czy rowerkiem podjechać na działeczkę i tam spędzać na świeżym powietrzu ostatnie lata swojego życia? Wywalić staruszka, bo deweloperzy muszą zarabiać! Nie ma na to zgody!”grzmi kolejny mieszkaniec.

To uderzenie w podstawową tkankę społeczną miasta. Likwidacja ogrodów w centrum, to skazanie starszych, często schorowanych ludzi na samotność w czterech ścianach rozgrzanych bloków.

Gdzie podziały się standardy dziennikarskie?

Odrębną, bulwersującą kwestią pozostaje postawa samego portEl.pl, który bezrefleksyjnie udostępnia swoje łamy dla tak szkodliwych i jawnie lobbystycznych treści. Elblążanie czują się oszukani przez największe lokalne medium. W komentarzach aż huczy od pytań o intencje redakcji:

Do czego to doszło, że dla największego elbląskiego medium artykuły piszą lobbyści deweloperscy!? Czy redakcja tego nie kontroluje i nie sprawdza, czyje teksty zamieszcza? Czy to świadome działanie?”

Mieszkańcy bezbłędnie wyczuli, że pod płaszczykiem „listu od zaniepokojonego czytelnika” przemyca się grunt pod przyszłe, intratne interesy kosztem elblążan. To żenująca próba bicia piany i skłócania ludzi, podczas gdy prawdziwe problemy miasta, układy, kolesiostwo czy kondycja spółek miejskich są spychane na margines.

Przestrzeń miejska nie jest rzeczą na sprzedaż, a jej wartości nie wolno przeliczać wyłącznie na miliony złotych zysku dla garstki przedsiębiorców budowlanych. Osiedla mieszkaniowe mogą i powinny powstawać na obrzeżach Elbląga, jako dobrze skomunikowane dzielnice sypialniane z pełną infrastrukturą towarzyszącą.

Co się raz zabetonuje w mieście, tego natura już nie odzyska. Dookoła miasta można budować kolejne osiedla. Jest dość przestrzeni” – podsumowuje trzeźwo jeden z elblążan.

Wara od ogrodów!

Artykuł „pana Pawła” odniósł skutek odwrotny do zamierzonego. Zamiast przekonać elblążan do rzekomej „konieczności dziejowej”, jaką miałoby być zaoranie Rodzinnych Ogrodów Działkowych, zjednoczył ich w głębokim oporze. Mieszkańcy Elbląga – zarówno działkowcy, jak i ci, którzy po prostu cenią resztki miejskiej przyrody, stąd głośne i stanowcze: NIE!

P.S. Tekst powstał w oparciu o autentyczne wypowiedzi i protesty mieszkańców Elbląga opublikowane pod artykułem na portalu portEl.pl

Przewijanie do góry