Myślisz, że Twoja własność jest bezpieczna? Że prawo chroni Cię przed bezdusznością machiny urzędniczej? Nowy jaskrawy przykład z Elbląga pokazuje, że dla niektórych urzędników rzeczywistość, to tylko papier w segregatorze. W tle gigantyczna patologia administracyjna, poświadczanie nieprawdy i transakcja, która w ogóle nie powinna mieć miejsca!
Wyobraź sobie świat, w którym od siedmiu dekad pielęgnujesz ogród, stawiasz budynki gospodarcze i grodzisz teren użytkowany przez Twoją rodzinę od 1955 roku. Sąsiedzi od zawsze uznają Cię za właściciela, a granice Twojej własności wyznaczają stare zabudowania gospodarcze i stałe ogrodzenie i udeptane ścieżki.
Tymczasem w zaciszu urzędu, za biurkiem, powstaje zupełnie inna, równoległa rzeczywistość. Rzeczywistość „papierowa”, w której Twoje gospodarcze zabudowania i ogrodzenia, są dla urzędników niewidzialne, a ziemia, którą kochasz, zostaje jednym podpisem podzielona i sprzedana komuś innemu. Historia sporu o grunty przy ul. Nowodworskiej w Elblągu, to wstrząsające dowód patologii administracyjnej.
To nie jest zwykły błąd geodety i urzędników, to opowieść o systemowym wymazywaniu mojej własności z mapy państwa. To dowód na to, że oficjalne dokumenty mogą być czystą fikcją, a Twoja walka o ich sprostowanie, to proces na dekady, w którym urzędnik staje się sędzią we własnej sprawie. O to decyzja „zza biurka” urzędnika , potrafi wymazać 70 lat historii
Urzędowa fikcja i moja pięcioletnia batalia o moją własność!
Czy Urząd Miejski w Polsce może legalnie sprzedać Twoją działkę obcej osobie? Odpowiedź brzmi: absolutnie nie!
No… chyba, że mówimy o Elblągu. To właśnie tu, w Elblągu, przy biurkach Wydziału Nieruchomościami i Geodezji, stworzono alternatywną, „papierową rzeczywistość”, całkowicie ignorując to, co od pół wieku działo się na tym gruncie!
Jak Urząd „sprzedał” cudzą działkę?
Z punktu widzenia prawa sprawa, jest bulwersująca, ale i jednoznaczna. Urząd Miejski w Elblągu, w 2013 roku sprzedał mojej sąsiadce grunt (działka nr 622), który… od 8 lat nie należał już do Gminy, lecz do mojej Matki!
Jak to możliwe? Zobaczcie, jak urzędowe bezprawie zderzyło się z bezwzględnymi przepisami Kodeksu Cywilnego:
- Prawda, jednak wygra z Urzędem! Moi Rodzice – Jóźwiakowie już od 1955 roku gospodarowali na tej działce, posiadali budynki gospodarcze, użytkowali je, działkę ogrodzili i gospodarowali na terenie 175 m² powierzchni.
- Z mocy prawa 1 października 2005 roku – Monika Jóźwiak stała się legalną właścicielką tego gruntu. Gmina straciła do niego jakiekolwiek prawa!
- Urząd, świętą zasadę postanowił złamać: W prawie istnieje fundamentalna zasada: nie można sprzedać czegoś, czego się nie posiada. Podpisanie aktu notarialnego w 2013 roku, przez Urząd Miasta i Gminy, było więc obrotem cudzą rzeczą, a tym samym, jest prawnie bezskuteczne!
- Zła wiara strony kupującej poraża: Kupująca obecnie nie może zasłaniać się „świętością” wpisu w księdze wieczystej. Dlaczego? Bo kupując, doskonale wiedziała, co robi! Zeznając przed Sądem w grudniu 2022 roku, rozbroiła wszystkich szczerością:
„Miasto mi sprzedało działki sąsiadów (…) Wiedziałam, że sąsiedzi użytkowali te działki”.
- Prawo jasno mówi: wiedziałaś o niezgodności papierów ze stanem faktycznym? Tracisz jakąkolwiek ochronę!
Bezczelność za biurkiem: Kto za to odpowie?
W tej sprawie poraża skala zaniedbań urzędniczych. Urzędnicy z Elbląga dopuścili się rażącej bezczynności min. zatwierdzili podział działki w 2012 roku, bez jakiejkolwiek wizji lokalnej w terenie!
Co więcej, dokumenty wykazują, że punkty graniczne wyznaczono fizycznie dopiero w 2023 roku, choć dyrektor Departamentu Nieruchomości i Geodezji – pismem w 2023 roku twierdził (w imieniu prezydenta Miasta) oficjalnie, że zrobiono to 11 lat wcześniej!
Urzędnicy doskonale czuli, że „grunt pali im się pod nogami”. Świadczą o tym asekuracyjne zapisy w „Protokole z rokowań”, gdzie sprytnie próbowali zrzucić odpowiedzialność na kupującą, wpisując, że ta nabywa grunt „w aktualnym stanie zagospodarowania”.
Sprawiedliwość w toku a finał w Sądzie (Sygn. I Ns 496/24)
Dziś, jako spadkobierczyni – Janina Sieczkowska, dochodzę sprawiedliwości i prawdy historycznej przed sądem. Sąd w Elblągu przecież nie musi „odbierać” nikomu ziemi – on jedynie potwierdzi tytuł własności, który stał się faktem już w 2005 roku.
Archiwalne ortofotomapy, zdjęcia satelitarne oraz porażające zeznania samej kupującej stanowią potężny, niepodważalny materiał dowodowy. Ta sprawa, to jasny sygnał dla każdego urzędnika: biurokratyczna samowola i ignorowanie obywateli zawsze w końcu przegrają z twardym prawem!
Co sądzicie o tej sprawie? Czy urzędnicy Urzędu Miejskiego w Elblągu odpowiedzialni za tak rażące błędy powinni ponosić osobistą odpowiedzialność finansową i karną? Podajcie dalej – niech Elbląg usłyszy o tym urzędniczym „rozboju i tworzeniu przez nich papierowej rzeczywistości”!
Janina Sieczkowska

