Sąd w Olsztynie odebrał rodzicom dzieci. „Były biednie ubrane”

Poniedziałku 18 grudnia rodzina Lorkowskich na pewno nie zapomni nigdy. To wówczas do szkoły przyjechała „brygada” różnorakich służb, zabrała Oliwkę z lekcji, niczego dziecku nie tłumacząc, po czym udała się do domu dziewczynki, skąd zabrano jeszcze jej czteroletniego brata. Dyrektorka szkoły w Nowej Wsi, w której uczy się Oliwka błagała wręcz, aby tego nie robiono, tłumaczyła jak naprawdę wygląda sytuacja, na nic to się jednak nie zdało.

Co ciekawe, postanowienie o odebraniu dzieci dotarło do rodziców dopiero wczoraj, zaś posiedzenie sądu w tej sprawie, o którym rodzice twierdzą, że nic nie wiedzieli, miało miejsce 15 grudnia. Z naszą Redakcją natychmiast skontaktowała się najpierw przewodnicząca stowarzyszenia, które prowadzi szkołę w Nowej Wsi, a następnie sama dyrektorka placówki. Obie panie były wręcz zszokowane tym, co się stało i prosiły o pomoc, aby dzieci mogły wrócić do domu jeszcze przed świętami. My zaś postanowiliśmy zrobić wszystko co w naszej mocy, aby tak się stało…

Podkreślić należy, że w uzasadnieniu postanowienia o odebraniu dzieci napisano, że „dzieci przychodziły do placówek opiekuńczo-wychwawczych zaniedbane”.

– Nikt z nami o tym nie rozmawiał, nikt nie prosił o opinię szkoły w tej sprawie. Ani ja ani wychowawczyni Oliwii nie możemy powiedzieć złego słowa na ten temat. Oliwia jest czyściutka, ubrana skromnie, ale schludnie, zawsze ma kanapki, jakieś owoce, a mama ma stały kontakt ze szkołą, przychodzi na szkolne imprezy, zebrania rodziców. Jak ktoś mógł napisać, że dziecko jest zaniedbane? I to bez rozmowy z nami? – nie kryje rozgoryczenia dyrektorka placówki. – To są biedni ludzie, trochę nieporadni, ale dbają o dzieci. Z czystym sumieniem mówię, że dzieciom tym absolutnie nie dzieje się krzywda i są z rodzicami bardzo związane emocjonalnie.

Jej słowa potwierdza przewodnicząca stowarzyszenia prowadzącego szkołę, która zna rodzinę osobiście bardzo dobrze, a jej mąż pomagał nawet zakładać ogrzewanie w domu Lorkowskich.

W domu dzieci nie było przemocy. Oboje rodzice ciężko pracują – mama bierze najczęściej nocne zmiany, aby w dzień spędzać czas z dziećmi.

Kolejnym zarzutem podniesionym w postanowieniu jest to, że w domu, podczas wizyty opieki społeczniej czy kuratora bywało zimno… Z naszych informacji wynika, że rodzina ma zapas drewna na zimę, jednak każdy kto miał do czynienia z tego typu piecem wie, że aby zachować temperaturę, należałoby przy tymże piecu siedzieć kamieniem. Nie zawsze jest to możliwe, jednak rodzina Lorkowskich miała gdzie „przeczekać” nagrzewanie się mieszkania. W pobliżu mieszka bowiem babcia dzieci oraz ich ciotka, które po tym, jak zabrano Oliwkę i Andrzejka były w szoku, że nikt im – jako najbliższej rodzinie – nawet nie zaproponował, aby sprawowały pieczę zastępczą, zanim sprawa nie zostanie dogłębnie zbadana przez sąd. Bo dzieci zabrano właśnie po to, aby rzekomo zabezpieczyć ich dobro przed podjęciem właściwej decyzji…

Poza tym, nawet gdyby nie było drewna, to przecież bardziej „po ludzku” jest dać rodzinie pieniądze na opał, zamiast zabierać dzieci i płacić rodzinie zastępczej.

Czy naprawdę lepiej jest dzieci wyrwać z ich środowiska niż pozwolić na to, aby pomogła najbliższa rodzina?

Następną nieścisłością zawartą w uzasadnieniu jest to, że Lorkowscy rzekomo nie robili nic, aby poprawić warunki lokalowe. Nieścisłością, a nawet nieprawdą, bowiem Lorkowscy ocieplili dach, wymienili okna, wcześniej założyli ogrzewanie, a obecnie przygotowują się do remontu góry budynku, aby dzieci miały swój pokój. W domu jest też ciepła bieżąca woda.

fot. zdjęcie poglądowe.

Więcej: https://www.express.olsztyn.pl/artykuly/dramat-rodziny-lorkowskich-tuz-przed-swietami-odebrano-im-dzieci

0 komentarzy

Napisz komentarz

Login

Welcome! Login in to your account

Remember me Lost your password?

Don't have account. Register

Lost Password

Register